Głównym napędem do zakupu była niska
cena oraz przekonanie, że
rodowód to tylko niepotrzebny papierek, po co więc kupac w
prawdziwej hodowli, skoro są takie "okazje" dookoła. Niewiele
osób zdaje sobie sprawę z tego, co się za tym kryje...
Prawidłowe odchowanie miotu jest bardzo kosztowne, najlepszej jakości
karmy, opieka weterynaryjna, szczepienia, zdrowy i doskonały w typie
oraz charakterze reproduktor.
Niestety większosc maili jest podobna... Za zgodą
autora publikuję jedną z nich.
"Chciałam sie z Panią podzielić moim oburzeniem -
siostra mojego chłopaka ostatnio zdecydowała sie na kota (oczywiście
syberyjskiego) i prosiła mnie żebym pojechała z nią do Chorzowa po
kotka - namawiałam ją na rodowodowego, ale powiedziała ze nie zależy
jej na tym, bo na wystawy nie chce jeździć i że to tylko ma
być typowo nakolankowy kociak a jednak cena gra dużą rolę - w każdym
razie oczywiście się zgodziłam ze z nią pojadę, bo mnie to zawsze do
kotów ciągnie.
Małżeństwo, które prowadziło "hodowle" - śmieje się
strasznie z tego - miało 5 kotek i jednego kocura w tym jedna kotka to
był Pers (chcieli robć mieszanki). Po warunkach domowych widać że
straszna bieda i aż sie boje to mówić, ale te koty to chyba
ich jedyne źródło utrzymania... Takie przynajmniej odniosłam
wrażenie z tego, co mówili - Pani mówiła ze ma
miot po miocie i to było widać po tych kotkach - małe,
krótka i brzydka sierść no widać że zmęczone - tatuś kocur -
hmm miał ogon jak u normalnego dachowa i też sierści miał
tyle, co oskubany syberyjczyk - jedyna ładna kotka to była ta matka od
kociaka, który by wstępnie zamówiony - kociak
urokliwy, ale jak to każde małe :) Państwo zrobili "promocje" na kotka
ze zamiast 600 to, 500 jeśli się go kupi przed świętami - a mały miał
dopiero 10 tyg...
Był tylko odrobaczony... Jak się pytałam, czym jest karmiony
oprócz tego ze pił jeszcze mleczko od mamy to mi Pani
powiedziała że wszystkim, drążyłam dalej że jak wszystkim?? No
wszystkim - to, co my jemy - i Pani sie wyraziła raz ziemniaczek raz
kurczaczek - resztki po obiedzie i wiskasy .... Generalnie byłam już
tak zniechęcona że chciałam po prostu wyjść i podziękować Państwu, ale
Kasi się mały spodobał, dlatego zdecydowała sie go zabrać - Państwo nie
dali żadnej zabawki nic - zresztą żadnych tam też nie widziałam - ale
myślałam że coś dadzą skoro jest tak malutki a to jednak zapach matki i
domu...
Mały był w transporterze i jak byłyśmy w Zabrzu to zrobił kupę, zapach
był tak intensywny ze zaraz musiałyśmy się zatrzymać - okazało sie ze
maluch miął biegunkę z KRWIA! Coś strasznego - później
jeszcze, co chwile popuszczał - gdy dojechałyśmy do Gliwic, zaraz do
weterynarza - że niedziela to wizyta 2x droższa - i okazało się też
raczej to coś poważnego... tel. do tych ludzi, i ze oni niczego nie
widzieli i absolutnie nie oddadzą za leczenie i ewentualnie mogą go
zabrać spowrotem. Rozmowa i porady lekarza, co zrobić - czy oddać czy
zostawić, pieniądze pieniędzmi, ale mały sie stresuje i pewnie cierpi -
lekarz dał mu jakiś antybiotyk i poradził odwieść... Kasia sama go
odwiozła... W każdym razie jesteśmy wszyscy oburzeni i jest nam
strasznie przykro że kosztem zwierzaków ludzie
próbują sie wzbogacić i wszystko robią jak namnieszymi
kosztami - ja tylko próbowałam Kasi uświadomić ze robi źle,
bo to tylko umacnia tych lewych hodowców ze bez karnie mogą
sobie w ten sposób męczyć zwierzaki.
A ja tylko sobie jeszcze bardziej uświadomiłam z odpowiedzialności...
Ech dzisiaj to też tylko o tym myślę czy zaczną biedaka leczyć czy może
wcisną go następnej osobie jako "okaz zdrowia"..."
Dziękuję
Pani Oli za możliwosc opublikowania tego tekstu.
Mam nadzieję, że będzie przestrogą dla wielu ludzi.